Jedlicze w Twojej legendzie


„Legenda Jedlicza”

U schyłku XIV wieku na wschód od Bieszczad, w dolinie otoczonej gęstym borem

jodłowym powstała osada. Przez lata rozwijała się prężnie i dzięki staraniom mieszkańców

stale rosła. Nikt jednak nie odważył się nigdy ściąć choćby jednej jodły. Czy to z szacunku do

przyrody, czy ze strachu – nie wiadomo. Krążyła bowiem opowieść, że w gąszczu, w małej

chatce żyje czarownica, która pozbawi życia każdego, kto skrzywdzi jej las. Ludzie, wierząc w

te słowa, zmuszeni byli znaleźć inny sposób na wybudowanie drogi do sąsiednich wsi, wskutek

czego kilka lat później nikt nie pamiętał już ani o czarownicy, ani o jej jodłach.

Pewnego razu do osady zajechał młody rycerz o imieniu Jan. Zbliżała się wojna

z Krzyżakami i mężczyzna powrócił w rodzinne strony, by przygotować się wraz z ojcem do

walki. Jan spędził młodość jako giermek, zwiedzając świat u boku swego pana. Zdobywał

doświadczenie, brał udział w licznych turniejach rycerskich. Wszystko jednak za cenę

młodych lat. Powróciwszy do swej rodzinnej wsi, nie poznał jej wcale. Jego ojciec Piotr był

znanym i szanowanym przez mieszkańców sołtysem. Razem z synem co dzień ćwiczyli

i przygotowywali się do wyprawy pod Grunwald.

Pewnego ranka Jan postanowił wyruszyć na polowanie w las. Nie informując nikogo,

o świcie opuścił dom. Długo kluczył wśród ciemności boru, czyhając na zwierzynę, ale nie

nadarzyła się ani jedna okazja, by zaatakować.

W pewnym momencie zapadła przeszywająca cisza. Ptaki odleciały w popłochu z wysokich

koron drzew, zwierzęta, które do tej pory kryły się przed ostrzem rycerza, teraz nie zwracając

nawet na niego uwagi, uciekały prędko. Jan nie wiedział, co się dzieje. Niespodziewanie coś

szarpnęło nim w tył. Uderzył w ziemie z ogromną siłą. Zanim ogarnęła go całkowita

ciemność, ujrzał nad sobą parę przepełnionych dziką furią niedźwiedzich oczu.

Magdalena z wyboru była zielarką, z przeznaczenia czarodziejką. Żyła

w odosobnieniu wśród gąszczu jodeł, które z czasem stały się jej jedynymi towarzyszkami.

Kochała ten las pond wszystko, uważała za swój dom i panowała nad nim i jego

mieszkańcami.

Gdy pewnego razu spostrzegła mężczyznę atakowanego przez niedźwiedzia, w jej dotąd

smutnym sercu coś drgnęło. Rzucając czar na zwierzę, uratowała młodego człowieka.

Nie znała uczucia, które zrodziło się w jej sercu, lecz przeczuwała, że jest niebezpieczne.

Opieka nad nieznajomym trwała kilka dni, aż w końcu otworzył oczy. Magdalena, nie

zdradzając mu, kim naprawdę jest, wyjaśniła, co się stało. Mężczyzna pamiętał jedynie swoje

2

imię – Jan. Młoda zielarka wiedziała, że z zanikiem pamięci nie może go wypuścić, więc

kolejne dni spędziła, dbając i troszcząc się o jego zdrowie. Oboje dużo rozmawiali, poznawali

się, oboje powoli się zakochiwali. Jan czuł, że Magdalena jest wybranką jego serca, ona

natomiast, mimo ogromnej miłości, odczuwała jeszcze większy żal z powodu swej magicznej

natury. Wiedziała, że nikt nie potrafi zrozumieć i zaakceptować tego, kim jest.

Nastał dzień, gdy Jan zupełnie wyzdrowiał. Okrutny dzień, gdyż równocześnie

z odzyskaniem sił, rycerz przypomniał sobie wszystko: bitwę, ojca, własną powinność. Zdał

sobie sprawę, że póki czas, musi jak najszybciej wyruszyć na wojnę. Z ogromnym bólem

w sercu podążał za ukochaną do wyjścia z boru i z jeszcze większym bólem żegnał się z nią.

Gdy z płaczem w głosie poprosiła o obietnicę powrotu, on mógł jedynie ucałować jej dłoń,

odwrócić się i odejść. Po lesie rozległ się szloch dziewczyny, wzmagany szelestem jodeł.

Drzewa jak zawsze były przy niej.

Mijały dni i tygodnie. Magdalena w ukryciu słuchała wieści z wioski. Czekała na powrót

Jana.

Pewnego pochmurnego dnia do osady dotarła wiadomość o śmierci sołtysa Piotra.

Młoda zielarka uświadomiła sobie wówczas, że nie może oczekiwać wiele, jednak ciągle tliła

się w niej nadzieja. W końcu wątpliwości się rozwiały. Do Magdaleny doszły straszne wieści.

Jej ukochany zginął na polu bitwy. Była wstrząśnięta. Powoli opuszczały ją siły i chęci do

wszystkiego. Aż do dnia, gdy opuściła ją nawet wiara. Czarodziejka zniknęła niespodziewanie

w głębi lasu i już nigdy nikt o niej nie słyszał. Niektórzy mówią, że umarła z tęsknoty…

Jedno jest jednak pewne. Piękny jodłowy las, który usechł po jej odejściu, wkrótce potem

również zniknął.

Na pamiątkę jodeł, zawsze wiernych swej pani, które złożyły hołd nieszczęśliwej

miłości, wieś, z której pochodził Jan, nazwano – Jedlicze.

Anna Bobusia

kl. III b

Gimnazjum w ZSP Jedlicze