„Jedlicze w Twojej legendzie” – rozstrzygnięcie konkursu


Skąd się wzięła nazwa Jedlicze? – Czy od strzelistych jodeł, w które zamieniło się dwanaście córek  Dobromira i Mili, napadniętych przez grasujących tu zbójców. Może od imienia rycerza Jedlicza, który podczas polowania, w pogoni za pięknym jeleniem zabłąkał się w te okolice, a one tak go urzekły, iż postanowił osiąść tu na stałe. A może od imienia króla Jeda , jego żony Li i syna Cze, walczących ze złą czarownicą, pragnącą zawładnąć tutejszym królestwem. Może od potężnej jodły, z której wyciekał uzdrawiający sok, ratujący nawet od śmiertelnych chorób. Czy może od bohaterskiego Bogdana Jedlińskiego, na którego można było liczyć w nawet najtrudniejszych sytuacjach.

Kto był pierwszym mieszkańcem żarnowieckiego dworku? – Dwie ubogie siostry wraz z rodzicami, z których jedna krnąbrna i zarozumiała wpadła do Jasiołki i tam, w podwodnym królestwie, pod wpływem pięknej władczyni Lajli , jej charakter uległ pozytywnej przemianie. W nagrodę otrzymała dar, który pozwolił jej rodzinie pięknie wyremontować żarnowiecki dworek.

Skąd krzyż na podniebylskim wzgórzu? – Może upamiętnia ufundowany tu kiedyś przez króla Kraka i zniszczony przez diabła kościół.

Skąd nazwa Winnice przysiółka w Moderówce? – Czyżby od rosnących tu licznie winorośli, z których lokaj Antoni winiarski produkował wino dla swego pana Augusta Gorayskiego.

Do tych i wielu innych opowieści dotyczących etymologii nazw i historii naszej miejscowości odniosły się dzieci biorące udział w konkursie literackim „Jedlicze w Twojej legendzie”. Uczestnicy zadziwili nas różnorodnością pomysłów i bogactwem wyobraźni. W pracach obfitujących w elementy baśni i mitów nie zabrakło też – jak przystało na legendę – nawiązania do rzeczywistych wydarzeń, miejsc i postaci historycznych.

Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy. Zachęcamy do śledzenia naszej strony i facebooka, gdzie sukcesywnie będziemy publikować konkursowe prace.

                                                           

                                                                                  „W jodłowym borze”

 

    Działo się to za panowania Władysława Jagiełły, po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem. Między gęstymi borami, w puszczy jodłowej, nad rzeką Jasiołką, znajdowała się rozległa polana. Z rozkazu króla osiedlił się tam waleczny rycerz o imieniu Piotr. Razem z nim przybyła też jego rodzina: żona, dwaj synowie i niezwykle urodziwa córka Bożysława. Nestor rodziny był człowiekiem szlachetnym i pracowitym. Już od wczesnych godzin porannych razem z żoną zajmowali się uprawą roli. Mozolną pracą dorobili się dużego gospodarstwa. Ich największą radością były zdrowe, zaradne i chętne do pracy dzieci. Mijały lata, chłopcy wyrośli na wprawnych myśliwych. Większość czasu spędzali w pobliskich lasach, polując na zwierzynę, dlatego puszcza jodłowa była ich drugim domem. Często późnym wieczorem, gdy robiło się cicho i ciemno siadali pod wysokim drzewem i wsłuchiwali się w głosy leśnych mieszkańców.                                                    

Była ciepła i gwieździsta noc.  Siedząc tak,  odurzeni zdrowym i czystym powietrzem – zasnęli. Nagle rozległ się przeraźliwy ryk. Braciom ukazał się straszny widok. W jedno z drzew uderzyła olbrzymia bestia. Była potężna, kudłata, z rogami. Z jej kopyt tryskały iskry. Braci ogarnął strach, który sparaliżował ich ruchy. Siedzieli jak zaklęci. Bestia usiadła pod jodłą i nadal porykiwała. Po dłuższej chwili umilkła. Wydawało się, że zasypia. Wtedy jeden z braci cichutko wstał i podał rękę drugiemu. Próbowali odejść. Jednak potężny stwór podniósł łeb i ryknął, jakby chciał ich zatrzymać. Mężczyźni ze strachu bezwładnie upadli na ziemię. Takie milczenie trwało do rana. W chacie Piotra domownicy zaniepokojeni długą nieobecnością synów, postanowili ich szukać. Siostra wiedziała, gdzie lubią przebywać i znała ich tajemne miejsca, dlatego wyszła na poszukiwanie sama. Kiedy dotarła na miejsce, słońce było już wysoko na niebie. Na widok kobiety rozszalała bestia zamilkła. Strach braci był tak duży, że nie mogli odzyskać głosu. Machając rękoma starali się powstrzymać siostrę. Bożysława podeszła do nich i pomogła im wstać. Razem bezszelestnie zaczęli kierować się w stronę domu.  Idąc, czuli za sobą charczące sapanie potwora. Bali się spojrzeć za siebie. Ostatkiem sił weszli do chaty, szybko zatrzasnęli drzwi na skobel. Okazało się, że bestia podeszła pod dom i położyła się na progu. W wielkim napięciu i strachu wszyscy siedzieli cicho, nasłuchując odgłosów zza drzwi.  Tak dorwali do północy, wtedy usłyszeli ludzki głos wzywający pomocy. Odważny gospodarz uchylił drzwi. Zamiast bestii zobaczył młodego mężczyznę. Piotr myślał, że uciekał przed potworem i schronił się w pobliżu jego chaty. Gwałtownym ruchem otworzył wrota i zaprosił mężczyznę do środka. Wtedy młodzieniec zaczął zwierzać się ze swojej tragedii. Wyznał, że to on jest tym potworem, a rzucony na niego czar pochodzi od złej kobiety, która zamieszkuje w okolicznym lesie. Pracując jako drwal, podczas ścinania drzewa natknął się na ową wiedźmę, która w tym czasie przygotowywała swoją czarodziejską miksturę. Mężczyzna nieświadomie uszkodził pień starej jodły, której kora była niezbędna do wykonania eliksiru. Kobita w złości rzuciła na niego czar, zamieniając go w potwora, którego wszyscy mieli się bać. Tylko koło północy mógł przybrać ludzką postać. Jeżeli w tym czasie spotka życzliwych mu ludzi, będzie mógł odzyskać swój dawny wygląd. Cały czas żył w odosobnieniu, w gęstych borach, dlatego nie mógł spotkać się z ludźmi. Szczęśliwy, że udało mu się przełamać klątwę, dziękował wszystkim domownikom.  Rodzina Piotra po wysłuchaniu jego tragicznych przeżyć, zaproponowała mu, aby zamieszkał razem z nimi, dopóki nie wrócą mu siły i nie przypomni sobie, gdzie znajduje się jego dom.

 Po kilku miesiącach przebywania w gospodarstwie Piotra młodzieniec oświadczył się Bożysławie i został przyjęty do rodzinnego grona. Bracia również założyli rodziny i zamieszkali w pobliżu domu Piotra. I tak osada po wielu latach zmieniła się piękną wieś otoczoną jodłowym borem.

 Na pamiątkę tych wydarzeń, od okolicznych jodeł wioska została nazywana Jedlicze.

  Maria Sanocka kl. III b

 

„Dwie części”

 

Od niepamiętnych czasów pewien gród dzielił się na dwie części. Jedną z nich władała rodzina szlachcica Augusta, a drugą Władysława. Między nimi toczył się odwieczny spór. Każda z rodzin dążyła do przejęcia całkowitej władzy nad osadą, lecz żadnej się to nigdy nie udało, więc gród został podzielony.

         August miał młodego syna – Piotra, Władysław córkę w podobnym wieku, Zofię. Młodzi się nigdy nie poznali, lecz doskonale wiedzieli o swoim istnieniu. 

Osada leżała w pięknym regionie, słynącym z przepięknych, ogromnych lasów jodłowych. Skłócone rodziny oddzielał wysoki mur, który rozpoczynał i kończył się w dalekich zakamarkach gęstych drzew. 

  Pewnego dnia, całkiem przypadkowo, potomkowie rządzących spotkali się na skraju lasu. Z tego miejsca rozciągał się niesamowity widok. Młodzi byli zaskoczeni, przeprowadzili krótką rozmowę, która pozwoliła im się poznać. Spotkanie nie trwało zbyt długo, ponieważ nadchodził wieczór i obydwoje musieli jak najszybciej powrócić do swoich domów. Piotr i Zofia byli sobą zauroczeni, a ich tajemnicze spotkania, które przynosiły ogrom szczęścia, stały się niemalże codziennością.

Jednego z wieczorów do osady dotarła wiadomość o długo wyczekiwanej bitwie pod Grunwaldem. Z tego powodu dwie części grodu musiały połączyć siły, wystawić oddział i wyruszyć w daleką podróż. Głównymi dowodzącymi zostali mianowani August, Władysław oraz Piotr. Zofia była załamana perspektywą tak długiej rozłąki. Obawiała się, że straci Piotra, a wraz z nim szczęście i miłość.

Trwały przygotowania do wyprawy, ale zakochani starali się spędzać ze sobą jak najwięcej czasu i nacieszyć się jeszcze swoim towarzystwem. Gdy ukochany wyruszył na bitwę, Zofia wyczekiwała na niego praktycznie całymi dniami, siedząc w miejscu, w którym zawsze się spotykali. Wyjazd Piotra trwał bardzo długo, lecz zauroczona nim dziewczyna, nigdy o nim nie zapomniała, czule pielęgnując najmniejsze wspomnienia.

Wkrótce jednak wydarzyło się coś strasznego. Gród podczas nieobecności zarządzających został zaatakowany. Broniącą się ludność wymordowały dzikie oddziały tatarskie. Niestety, Zofia straciła życie, przeżyli jedynie nieliczni.

Dosłownie kilka dni po tym zdarzeniu do osady powrócił samotny Piotr, który pomimo zwycięstwa był przygnębiony, ponieważ walki nie przeżyli jego najbliżsi. Jedyną nadzieją tego młodego człowieka, był fakt, że teraz, wraz z ukochaną będą zarządzać grodem i wieść szczęśliwe życie wśród szumiących lasów jodłowych.

Gdy Piotr dowiedział się, co miało miejsce podczas jego nieobecności i doszła do niego wiadomość o śmierci ukochanej, całkowicie się załamał. Rozkazał wyciąć cały las jodłowy i na jego miejscu powstała coraz szybciej rozwijająca się wioską, którą nazwał Jedlice, aby na zawsze upamiętnić wydarzenia, które miały miejsce w tym czasie. Z upływem lat, nazwa osady zmieniła się w Jedlicze. 

Weronika Fic kl.3b

ZSP w Jedliczu

 

 

 

 

Legenda o Jedliczu

         W pewnej średniowiecznej wsi na południu Polski  żyło szczęśliwie małżeństwo. Anna była młodą kobietą, zachwycającą swoją urodą wielu mieszkańców. Zajmowała się zielarstwem, potrafiła pomóc nawet    w najcięższej chorobie. Piotr natomiast – ceniony wójt – był dzielnym mężczyzną o niewzruszonych zasadach moralnych. Ciężko pracował każdego dnia, by wieczorem odpocząć w ciepłym domu u boku ukochanej żony. Niestety, nawet największe szczęście nie trwa wiecznie.

         W pewien zwykły dzień, gdy powrócił po pracy do domu, zauważył, że nie ma w nim Anny. Bardzo się zmartwił i natychmiast wyruszył na poszukiwania. Przekonany był bowiem, że stało się coś złego, gdyż wiedział, że ukochana niczego nie planowała. Wychodząc, dostrzegł ślady końskich kopyt. Niewiele myśląc, przyszykował swego wierzchowca i ruszył w drogę, nikogo nie informując o tajemniczym zniknięciu. Trop prowadził do lasu. Podróż bardzo się dłużyła, a w głowie młodego mężczyzny powstawały coraz mroczniejsze historie na temat tego, co mogło się stać. Po pewnym czasie jego oczom ukazał się ledwie zauważalny płomyk ognia. Im bardziej się przybliżał, tym wyraźniej widział mały domek, który był źródłem owego światła. Kiedy od chatki dzieliło go zaledwie parę kroków, usłyszał szelest. Nim się obejrzał, poczuł, że jakaś nadprzyrodzona siła zepchnęła go z konia  i z bólem uderzył się o podłoże. Nietrudno było się domyślić, że tajemnicza postać nie ma dobrych zamiarów względem niego. Wyczerpany  i nieprzygotowany uświadomił sobie, że nie ma sił na walkę. Nagle, od strony leśnego domku zabłysło światło, a w progu stanął nadzwyczaj postawny mężczyzna. Pośpiesznym krokiem wybiegł w kierunku Piotra i pomógł mu schronić się w środku. Tajemniczy właściciel chatki stał się jego wybawieniem. Piotr nie mógł zrozumieć, co się stało. Zanim doszło do jakiejkolwiek rozmowy, zauważył w ciemnym kącie pomieszczenia swoją ukochaną. Natychmiast zmienił nastawienie do bohatera, oskarżając go   o porwanie Anny. Gotów był rzucić się na mężczyznę, więc ledwo co uniknęli walki. Z wyjaśnień wynikało, że tajemniczy człowiek imieniem Jaromir potrzebował niespodziewanie pomocy medycznej, liczył bowiem na to, że Anna zdradzi mu sposób, w jaki tworzy się uzdrowicielską miksturę. Kobieta była jednak nieugięta, ponieważ przepis na nią stanowił istotną tajemnicę, której nie mogła zdradzić. Jaromir początkowo nie chciał powiedzieć, dla kogo planuje przeznaczyć lek, lecz wiedział, że bez niego nie zdoła osiągnąć swojego celu. Wyznał, że bestia, która zaatakowała Piotra, to jego ukochana. Rzucono na nią okropne zaklęcie. Od tamtego momentu przemieniła się    w potwora z wilczym pyskiem i ogonem węża. Stała się niepoczytalna     i zagrażała innym. Jaromir wiedział, że nie może mówić otwarcie o tym problemie, gdyż ludzie ze strachu zabiliby bestię, która tak naprawdę była jego lubą. Ciągle liczył na to, że istnieje jakiś sposób na odwrócenie złego czaru. Stwierdził również, że nie wypuści ich, póki nie dostanie tego, czego zażądał. W końcu Anna stwierdziła, że dla dobra własnej rodziny zmuszona jest spełnić jego oczekiwania. Oświadczyła, że do sporządzenia tego specyfiku będzie potrzebować gałązki jedliny. Uważano bowiem, że grube igły jodły mają moc uzdrowicielską, a same drzewa symbolizują siłę życia. Jodły nie były powszechne na tym terenie, niesamowicie trudno było je znaleźć, lecz Anna jako zielarka doskonale wiedziała, gdzie rośnie jeden jedyny okaz tego drzewa. Postanowili, że Piotr pojedzie po gałązki jak najszybciej. Następnego dnia Anna szykowała już miksturę. Robiła to z niezwykłą starannością. Wszyscy czekali z zapartym tchem, nikt bowiem nie miał pewności, że przygotowany napar będzie działał.

         Nazajutrz Piotr wraz z Jaromirem wstali wcześnie rano i udali się do lasu, aby znaleźć bestię. Jakiś czas chodzili po zarośniętych ścieżkach, aż wreszcie usłyszeli potężny ryk. Nagle ich oczom ukazał się potwór. Od razu rzucił się w ich stronę. Jaromir poczekał, aż bestia znajdzie się w jego zasięgu i kiedy się zbliżyła, z całej siły rzucił w nią naczyniem z miksturą. Roztłukło się ono na bestii, a odłamki okropnie raniły jej ciało. Jednakże stało się to, na co wszyscy liczyli. Po chwili oczom mężczyzn ukazała się przepiękna kobieta. Podbiegła ona do swojego męża i rzuciła mu się    w ramiona. Na bohaterów spłynęła ogromna ulga. Nagle jednak ich oczom ukazało się dziwny widok. Z krwi, która spłynęły z ran bestii i wsiąkła   w ziemię, wyrosły potężne jedliny.

          W krótkim czasie rozmnożyły się one, zajmując ziemię nie tylko  w lesie, ale też wokół wioski. Stały się one prawdziwą wizytówką i znakiem rozpoznawczym wsi. Mieszkańcy, na pamiątkę tych wydarzeń, nadali jej nazwę Jedlicze.

 Aleksandra Rozmus, kl. 3b

ZSP w Jedliczu

 

 

„Legenda Jedlicza”

 

U schyłku XIV wieku na wschód od Bieszczad, w dolinie otoczonej gęstym borem jodłowym powstała osada. Przez lata rozwijała się prężnie i dzięki staraniom mieszkańców stale rosła. Nikt jednak nie odważył się nigdy ściąć choćby jednej jodły. Czy to z szacunku do przyrody, czy ze strachu – nie wiadomo. Krążyła bowiem opowieść, że w gąszczu, w małej chatce żyje czarownica, która pozbawi życia każdego, kto skrzywdzi jej las. Ludzie, wierząc w te słowa, zmuszeni byli znaleźć inny sposób na wybudowanie drogi do sąsiednich wsi, wskutek czego  kilka lat później nikt nie pamiętał już ani o czarownicy, ani o jej jodłach.

            Pewnego razu do osady zajechał młody rycerz o imieniu Jan. Zbliżała się wojna  z Krzyżakami i mężczyzna powrócił w rodzinne strony, by przygotować się wraz z ojcem do walki. Jan spędził młodość jako giermek, zwiedzając świat u boku swego pana. Zdobywał doświadczenie, brał udział w licznych turniejach rycerskich. Wszystko jednak za cenę młodych lat. Powróciwszy do swej rodzinnej wsi, nie poznał jej wcale. Jego ojciec Piotr był znanym i szanowanym przez mieszkańców sołtysem. Razem z synem co dzień ćwiczyli  i przygotowywali się do wyprawy pod Grunwald.

            Pewnego ranka Jan postanowił wyruszyć na polowanie w las. Nie informując nikogo, o świcie opuścił dom. Długo kluczył wśród ciemności boru, czyhając na zwierzynę, ale nie nadarzyła się ani jedna okazja, by zaatakować.

W pewnym momencie zapadła przeszywająca cisza. Ptaki odleciały w popłochu z wysokich koron drzew, zwierzęta, które do tej pory kryły się przed ostrzem rycerza, teraz nie zwracając nawet na niego uwagi, uciekały prędko. Jan nie wiedział, co się dzieje. Niespodziewanie coś szarpnęło nim w tył. Uderzył w ziemie z ogromną siłą. Zanim ogarnęła go całkowita ciemność, ujrzał nad sobą parę przepełnionych dziką furią niedźwiedzich oczu.

 Magdalena z wyboru była zielarką, z przeznaczenia czarodziejką. Żyła  w odosobnieniu wśród gąszczu jodeł, które z czasem stały się jej jedynymi towarzyszkami. Kochała ten las pond wszystko, uważała za swój dom i panowała nad nim i jego mieszkańcami.

 Gdy pewnego razu spostrzegła mężczyznę atakowanego przez niedźwiedzia, w jej dotąd smutnym sercu coś drgnęło. Rzucając czar na zwierzę, uratowała młodego człowieka. Nie znała uczucia, które zrodziło się w jej sercu, lecz przeczuwała, że jest niebezpieczne.

 Opieka nad nieznajomym trwała kilka dni, aż w końcu otworzył oczy. Magdalena, nie zdradzając mu, kim naprawdę jest, wyjaśniła, co się stało. Mężczyzna pamiętał jedynie swoje imię – Jan. Młoda zielarka wiedziała, że z zanikiem pamięci nie może go wypuścić, więc kolejne dni spędziła, dbając i troszcząc się o jego zdrowie. Oboje dużo rozmawiali, poznawali się, oboje powoli się zakochiwali. Jan czuł, że Magdalena jest wybranką jego serca, ona natomiast, mimo ogromnej miłości, odczuwała jeszcze większy żal z powodu swej magicznej natury. Wiedziała, że nikt nie potrafi zrozumieć i zaakceptować tego, kim jest.

            Nastał dzień, gdy Jan zupełnie wyzdrowiał. Okrutny dzień, gdyż równocześnie z odzyskaniem sił, rycerz przypomniał sobie wszystko: bitwę, ojca, własną powinność. Zdał sobie sprawę, że póki czas, musi jak najszybciej wyruszyć na wojnę. Z ogromnym bólem  w sercu podążał za ukochaną do wyjścia z boru i z jeszcze większym bólem żegnał się z nią. Gdy z płaczem w głosie poprosiła o obietnicę powrotu, on mógł jedynie ucałować jej dłoń, odwrócić się i odejść. Po lesie rozległ się szloch dziewczyny, wzmagany szelestem jodeł. Drzewa jak zawsze były przy niej.

 Mijały dni i tygodnie. Magdalena w ukryciu słuchała wieści z wioski. Czekała na powrót Jana.

            Pewnego pochmurnego dnia do osady dotarła wiadomość o śmierci sołtysa Piotra. Młoda zielarka uświadomiła sobie wówczas, że nie może oczekiwać wiele, jednak ciągle tliła się w niej nadzieja. W końcu wątpliwości się rozwiały. Do Magdaleny doszły straszne wieści. Jej ukochany zginął na polu bitwy. Była wstrząśnięta. Powoli opuszczały ją siły i chęci do wszystkiego. Aż do dnia, gdy opuściła ją nawet wiara. Czarodziejka zniknęła niespodziewanie w głębi lasu i już nigdy nikt o niej nie słyszał. Niektórzy mówią, że umarła  z tęsknoty… Jedno jest jednak pewne. Piękny jodłowy las, który usechł po jej odejściu, wkrótce potem również zniknął.

            Na pamiątkę jodeł, zawsze wiernych swej pani, które złożyły hołd nieszczęśliwej miłości, wieś, z której pochodził Jan, nazwano – Jedlicze.

   Anna Bobusia

 kl. III b

Gimnazjum w ZSP Jedlicze